Z każdym dniem tracimy kogoś ważnego w naszym życiu, czasem nie koniecznie odchodzi ta osoba mówiąc:
-Żegnaj! Nie wiem czy wrócę i czy się kiedyś zobaczymy.
Czasami zdarza się, że bliska nam osoba odchodzi po troszeczku, na początku nie dostrzegamy tego, jednak coraz częściej dostrzegamy, że to już nie ten sam człowiek, którego uwielbialiśmy, którego kochaliśmy, który był dla nas wszystkim. To może być każdy grający jakąś role w naszym zwariowanym życiu najlepszy przyjaciel, kolega, znajomy, chłopak/dziewczyna. Sądzę że i na mnie przyszłą pora, tracę pewna osobę, z niewiadomych okoliczności. Wciąż chodzą mi po głowie wrogie myśli typu: ,,to moja wina'' , ,,co takiego mogłam zrobić'' , ,,czyżbym nie zareagowała w porę'' , jak widać to siebie obwiniam o przepaść pojawiającą się w mym życiu. Nie pierwszą i nie ostatnią jednak brakuje mi dróg powrotnych wciąż tworzą się nowe depresje. Gdy tylko spowoduje lekkie zasypanie dna, nie jest dość odpowiedni bym mogła przejść i dość zbliżyć się. Czasami nie doceniam tego czym obdarowało mnie życie, wciąż pragnę więcej i więcej. Nazwała bym siebie egoistką jednak w oczach innych jestem wzorem, który zawsze ujawnia sie w sytuacjach mało wymagających głębszych przemyśleń. Moje drugie ja to, które dzielnie staram się ukryć czasami wychodzi na światło dzienne by sieć spustoszenie. Strach przed samym sobą pogłębia strach przed innymi. Znając siebie wręcz ja własną kieszeń boję się swej drugiej twarzy, jest niczym brzytwa łatwo się skaleczyć, jak potwór w masce trudno rozpoznać prawdziwą twarz, jak kubek gorącej kawy z łatwością parząca w język. Moją drogą, jest szczerość, którą nie wszyscy potrafią zaakceptować biada tym co lękają się prawdy.
Dzisiejsze wydarzenia dały mi do pomyślenia, czy tak trudno wyjawić cierpiącym co leży im na sercu, nie każdy jest jasnowidzem. Proszę o jaśniejsze iluzje co do trudności spotykanych przez was na drodze! :)