Kocham ten stan kiedy wiem, że nie muszę iść do szkoły, spotykać się z ludźmi, których nie lubię, mówić im rzeczy, których nie myślę, udając człowieka, którym nie jestem! To jednak jest tylko mgiełka radości z każdą sekundą oddalająca się. Choć dopiero zaczęłam swój odpoczynek, muszę zrobić tyle rzeczy do szkoły, dlatego mam wrażenie, że choć nie odwiedzam chłodnych murów przesiąkniętych wspomnieniami to nadal w domu przeżywam katusze. Przygotowuję projekty, uzupełniam zeszyty ćwiczeń, czytam lektury. Moi znajomi powiedzieliby, że jestem w swoim żywiole jednak oni nie zdają sobie sprawy jak to męczy. Później jestem nie miła, zimna, zmęczona i wredna. Czy tak ma wyglądać najwspanialszy okres w życiu każdego: cudowne dzieciństwo!
Czasami siedzę w chłodnym pokoju i wsłuchuję się w odgłosy za oknem. Myśląc jak by to było być wiatrem, kropelką deszczu? Znając sporo (choć nie tyle bym była usatysfakcjonowana) utworów literackich, na różny sposób mogę zdefiniować różne zjawiska przyrodnicze. Jednak moim ulubionym jest WIATR: ,,Wiatr niesie śmierć, nic poza tym.'' Te słowa dają dużo do myślenia. Wiatr postrzegany przez, niektórych jako ukojenie dla duszy, oznaka narodzin, radości - to wraz z nim roznoszone są wieści. Te złe jak i te dobre. Z drugiej strony jak by na to spojrzeć - przywodzi on na myśl strach, tajemniczość, chłód. Więc co mnie w nim tak pociąga? Sama do tej pory nie mogą pojąć. Może to że nigdy nie staje po jednej stronie: dobra albo zła. Każdy może zinterpretować go inaczej, to właśnie mnie fascynuje, choć niewiele o nim wiem to powala mnie całą swoją okazałością.