Dzień jak co dzień, na początek pobudka o brzasku, śniadanko i na autobus.
Chłopcy zajęli drugie miejsce w zawodach piłki ręcznej, nie tak źle, lecz liczyłam na więcej szczerze mówiąc. Najwidoczniej słaby doping, marne klaskanie i buczenie, sama nie byłam w stanie. Jednak za chęci i dobrą grę Gratuluję ! Z racji iż są oni (z przeważaniem) w trzeciej klasie to nasze gimnazjum nie będzie miało tak dobrych wyników jak dotychczas, ,,Pepsi cola cola pepsi nasi chłopcy są najlepsi'' - okrzyki fanek zaczerpnięte z podstawówki.
,,Szybciej, szybciej , bo będziesz spóźniona'' ciągle chodziło mi po głowie gdy pod koniec zawodów wyszłam. Spieszyłam się ,,na drugi koniec '' miasta by ostatni raz przećwiczyć szkocki i na scenę! Załamana, że zapomnę kroków, zestresowana, że tyle ludzi (choć było może raptem 30 osób). Na szczęście nie byłam sama, jak to w zespole pomagamy sobie dziewczyny z PROGRESSU (nazwa naszego zespołu tanecznego) uświadomiły mi, że nie będę sama i zawsze mogę na nie spojrzeć i przypomnieć sobie kroki.
Nagle światła, cisza i melodia (tandetnej) muzyki. Odpływając ciało samo mnie niosło, idealne zgranie z melodia i ten chłód przeszywający mój kark. Beztroska i zadowolenie teraz mój czas by udowodnić widzom, że potrafię zrobić wrażenie. Teraz to ja i moje koleżanki byłyśmy w centrum zainteresowania. Gdy już stałyśmy na ,,scenie'' wiedziałyśmy, że nic nas z niej nie ściągnie nawet siłą, kochamy to miejsce ono dodaje nam siły, odwagi i pewności siebie. Według mnie nie poszło nam aż tak źle, pomijając fakt iż to nie był łatwy taniec, stanowczo jednak wolę jezz i współczesny.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz